Truizmem jest stwierdzenie, że różnego rodzaju okrągłe rocznice zmuszają artystów i wytwórnie płytowe do wypuszczania na rynek nowych nagrań. W bieżącym roku „ofiarą” tego typu zabiegów pada Maurice Ravel, którego 150. rocznicę urodzin obchodziliśmy 7 marca. Z tej okazji Seong-Jin Cho zarejestrował komplet jego utworów fortepianowych (nie słuchałem) oraz oba koncerty fortepianowe. W dziełach tych partneruje mu Boston Symphony Orchestra i jej aktualny szef artystyczny, Andris Nelsons. Zespół ten, należący do amerykańskiej „wielkiej piątki”, ma piękne tradycje jeśli chodzi o wykonania (i nagrania) muzyki francuskiej. W latach 1919-1924 jego szefem był Pierre Monteux, w latach 1949-1962 Charles Munch, a potem (od 1973 do 2002) Seiji Ozawa, co prawda Japończyk, ale także specjalizujący się w dziełach napisanych we Francji.
Tradycje tradycjami, a jak prezentują się najnowsze interpretacje kompozycji Ravela?
Zacznijmy od Cho. Jak dobrze wiecie – nie przepadam za nim. Ale jaki jest sens skreślać pianistę, nie dać mu kolejnej szansy? A więc – czy Koreańczyk mnie zaskoczył? Niestety nie.
Prostota muzyki Ravela wydaje się onieśmielać Cho, który za wszelką cenę chcę ją „interpretować” w miejscach, w których powinien pozwolić jej płynąć. Jego akcenty zatrzymują narrację. Nie są elementami organicznie w nią wplecionymi, ale każdy z nich staje się wykrzyknikiem, oderwanym od tego co go poprzedziło i co nastąpiło po nim. Nie ma w tym oddechu, nie ma myślenia formą, nie ma linii, czego doskonałym (?) przykładem jest drugie ogniwo Koncertu G-dur. Niestety – legato to coś, co zdarza się innym. Jest za to mikrozarządzanie, myślenie o każdej nucie z osobna. Kiedy tempo jest szybkie – Cho nie ma wyboru, trzyma się orkiestry i wszystko jest dobrze. Ale kiedy wychodzi na pierwszy plan – zaczynają się problemy. Słuchałem równolegle nagrań duetów Argerich/Abbado, Zimerman/Boulez i François/Cluytens – w każdym z nich partia solowa jest wykonana znacznie bardziej sugestywnie. Koncert D-dur wypada odrobinę lepiej, a to dlatego, że dużo tam odcinków rytmicznych, w których za bardzo nie da się kombinować. Pozwolę sobie na osobistą dygresję. Pracowałem kiedyś w Muzeum Fryderyka Chopina. W jednym miejscu starano się odtworzyć audiosferę panującą podczas lekcji kompozytora. Odtwarzano w tym miejscu czytaną przez lektora co jakiś czas ulubioną wskazówkę tego twórcy, którą dawał uczennicom – facilement, facilement, co znaczy, że domagał się od nich bardziej płynnej gry. Jakaś część mnie nie jest w stanie pojąć, jakim cudem laureat pierwszej nagrody konkursu imienia Chopina nadal nie potrafi wprowadzić w życie tej podstawowej rady. Oczywiście nie można powiedzieć niczego złego o jego technice. Wie jak grać, ale nie ma bladego pojęcia po co. Nie czuje stylu tych dwóch dzieł. To w sumie smutne, że dekadę po wygraniu Konkursu Chopinowskiego Cho nadal wpada w kategorię pianisty obiecującego, który tak niewiele ma do zaoferowania.
Jeśli o orkiestrę chodzi – to brzmi absolutnie przepięknie. Ma ciepłe, bogate, absolutnie przepyszne i selektywne brzmienie. Jedwabisty kwintet, pyszna blacha, charakterne drewno (rewelacyjne fagoty!). Jakość dźwięku jest rewelacyjna. Można tu usłyszeć mnóstwo drobnych dialogów pomiędzy grupami instrumentów. Cieszy także pietyzm, z jakim wydobyto detale w partii perkusji – najcichsze nawet uderzenia bębna basowego czy tam-tamu są tu wyraźnie słyszalne, wzbogacają brzmienie i sprawiają, że wykonania słucha się z rozkoszą. Nelsons dobrze czuje tę muzykę, prowadzi ją naturalnie i bez skrępowania, słychać też, że pozwala swoim muzykom naprawdę pograć. Daje to znakomite rezultaty – nie tylko w pełnokrwistych kulminacjach, ale też w odcinkach delikatnych, jedwabisto miękkich i lirycznych.
Dziwi fakt, że na płycie znalazły się tylko te dwa, dość krótkie dzieła. Jest to rozczarowujące i niepraktyczne pod względem ekonomicznym (bo za krążek trzeba dać ok. 70 złotych). Album polecam – ale tylko ze względu na orkiestrę. Jeśli chodzi o Cho to coraz rzadziej czuję ochotę, aby dawać mu następne szanse i aby w ogóle zawracać sobie głowę tym co ma do zaoferowania. Moja aktualna opinia jest taka, że to sprawny technik. I tyle.
Maurice Ravel
Koncert fortepianowy G-dur
Koncert fortepianowy na lewą rękę D-dur
Seong-Jin Cho – fortepian
Boston Symphony Orchestra
Andris Nelsons – dyrygent
Deutsche Grammophon
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl